Nefalemowie, mamy dla was coś, czego nie zobaczycie nigdzie indziej! Przed wami ściana tekstu, ale zapewniamy, że warto poświęcić czas na jej przeczytanie! Oto powiem przed Wami pełna fabuła Diablo IV okiem Anonymous! Co wydarzyło się po śmierci Malthaela? Jakie niebezpieczeństwa czyhają na Nefalemów?! Zobaczcie sami! Przed Wami nowa historia Sanktuarium, w której główne role grają wszyscy wielcy Piekła!

PROLOG

Świat po wydarzeniach z Reaper of Souls

Maltael, upadły Anioł Śmierci pochłonięty obsesją zgładzenia rasy ludzkiej został zgładzony w Sercu Fortecy Pandemonium.
Sanktuarium ocalało a jego mieszkańców ogarnęła radość i ulga. Od bezkresnych równin Zachodniej Marchii, po przez spalone słońcem piaski Kedżystanu, od mroźnego Harrogath po skąpane w dżungli Kurast, bardowie roztaczali epickie opowieści o bohaterskich Nefalemach. Pieśni o bezgranicznym oddaniu Caina, poświęceniu Tyraela i tragicznym losie Lei rozbrzmiewały w karczemnych salach, skromnych domostwach i we wszystkich zakątkach Sanktuarium.
Odłożywszy broń, ludzie chwycili za kilofy, łopaty i pługi. Farmerzy obsiewali pola, a mieszkańcy poczęli odbudowywać swe domy i miasta. Życie wystawiane dotąd na straszliwe próby wydawało się wracać do normalności. Strach i niepewność ustąpiła miejsca nadziei. Nie zdawano sobie sprawy,  że groźba, którą zażegnali wkrótce miała się przebudzić i uderzyć z siła z jaką śmiertelnicy nigdy wcześniej się nie mierzyli…

fabuła diablo 4

AKT I - CISZA PRZED BURZĄ

Byli jednak i tacy którzy nie oddali się sprawom dnia powszedniego, trapiła ich bowiem niewysłowiona groza. W swym szaleństwie i desperacji Maltael zniszczył Czarny Kamień Dusz, sferę więżącą Najwyższych Złych. Świadome czy nie, anioł śmierci zgotował Sanktuarium los po stokroć bardziej ponury niż plaga Żniwiarzy a związane z tym konsekwencję miały stać się jego prawdziwą spuścizną.
Świadomi zbliżających się katastrofy Tyrael i Nefalemowie przygotowywali się na najgorsze, jednak to co miało nadejść, przerosło ich najczarniejsze wyobrażenia.

Rozdział I: Los Lei

W drodze powrotnej z Fortecy Pandemonium oczom Bohaterów ukazała się mglista, duchowa poświata. Przyjaciele od raz rozpoznali w niej znajome oblicze – Leę. Diablo przejął we władanie ciało, lecz nie był w stanie zdeprawować jej duszu. Wraz z jego unicestwieniem, tajemnicza więź łącząca ją z Panem Grozy została zerwana. Nie było to jednak wyzwolenie. Pozbawiona cielesnej powłoki i posiadająca przy tyn cząstkę demonicznej esencji Diablo, Lea została pochłonięta przez Czarnym Kamieniu Dusz. Oczywistym było, że wraz z Leą po roztrzaskaniu Kamienia, wolność odzyskali również Piekielni Władcy. Co gorsza, wraz z nimi do świata śmiertelników przeniknęły powiązanie z piekielnymi mocami dusze ludzkich czempionów. Zdeprawowane i wypaczone przez mrok jako narzędzia Najwyższych Złych, miał stać się zwiastunami nadciągającego chaosu. Te grobowe wieści wprawiły Bohaterów w przygnębienie. Rysował się bowiem scenariusz, w którym poza demonicznymi lordami, przyjdzie się im  mierzyć również z Aidanem, Moreiną, Jazrethiem, czy Radą Zakarum. Lea, całe swoje życie zmagała się z piętnem Diablo. Walczyła z nim za życia, walczy z nim również po śmierci. Zaiste niezwykła i wyjątkowa z niej istota, oby w końcu odnalazła spokój i ukojenie. Bohaterowie poznali swego przeciwnika, wkrótce mieli również poznać jego plany. Pora zewrzeć szeregi i przygotować ludzi na spotkanie ze swoim przeznaczeniem.
Lea okazała się nieocenionym wsparciem. Po śmierci swego wuja, ze wszystkich sił zapragnęła kontynuować jego dzieło. Nawet teraz mimo okrutnego losu jaki ją spotkał, prowadziła Nowych Horadrimów jako duchowa spadkobierczyni Caina. Mając pewien wgląd w plany Pana Grozy, próbowała jak najlepiej  przygotować ludzkość na nadciągającą burzę. Choć były to zaledwie przebłyski i niewyraźne obrazy, wynikało z nich, że Piekielni Władcy zaplanowali jakiś mroczny rytuał. Ponadto ich sługi gorączkowo przeczesywały Sanktuarium. Nie wiadomo czego poszukiwali, ale nie wróżyło to nic dobrego. Wysłano wiele ekspedycji w różne zakątki Świata. Poszukiwano prastarych ksiąg i artefaktów, wszystkiego co mogło pomóc w rozwiązaniu tej zagadki. Nieoczekiwanie swą pomoc zaoferował również Zoltun Kull. Ten szalony czarodziej na dobre porzucił swe egoistyczne plany o dominacji i potędze. Szukając odkupienia swoich wcześniejszych zbrodni, całkowicie poświęcił swą moc i wiedzę misji ratowania Sanktuarium. Zdradził Nefalemom, iż w czasie swych badań nad istotą Czarnego Kamienia Dusz, studiował wiele starożytnych manuskryptów. Szczególnie istotny wydał mu się ten o historii stworzenia Sanktuarium, spoczywający w jego bibliotece pod Bezludnymi Piaskami. Niestety upływający czas skutecznie zatarł jego wspomnienia. Bohaterowie po raz kolejny muszą przemierzyć tę niegościnną krainę.

Rozdział II: Dziedzictwo Kulla

Bezludne Piaski nie okazały się zbyt przyjazne. Mroczna magia zatruła to miejsce, wzbudzając szaleństwo i szał zabijania u zamieszkujących je stworzeń. Niewolnicy swych obłąkanych umysłów, rzucali się na każdego, kto nieroztropnie zapuścił się w te rejony. Gdy Bohaterowie dotarli w końcu do biblioteki Kulla, okazało się, że również demony zainteresowały się tym miejscem. Szybko stało się jasne, iż nie przybyły tu zgłębiać tajników starożytnej wiedzy a jedynie zrównać to miejsce z ziemią. Jakież sekrety spoczywają pod tą przeklętą pustynia, że Piekielni Władcy zdecydowali się je pogrzebać?

13699423_1741354936107577_580898016_o

Ostatni demon padł przebity mieczem u wejścia do archiwum. Skarbnica Kulla stanęła otworem przed Nefalemami. Ogrom zebranych tu zbiorów i skrywającej się w nich wiedzy tajemnej zdumiałby wszystkim uczonych tego świata. Nawet przybyli z Horadrimami skrybowie, poczuli przytłoczenie tym miejscem a perspektywa wielu lat wnikliwych badań spędzała im sen z powiek. Zakłopotanie na ich twarzy wyraźnie rozbawiło Zoltuna. Arogancja jak widać nie opuściła szalonego czarodzieja, który zażartował z inteligencji swych kompanów, po czym z grymasem zadowolenia na swej duchowej twarzy wskazał Bohaterom kierunek do poszukiwanego manuskryptu. Horadrimowie wnikliwie studiowali dokument. Zapisany starożytnym i trudnym do zrozumienia przez ludzki umysł językiem, okazał się jednak sporym wyzwaniem. Wiele jego fragmentów nie przetrwało próby czasu, stając się kompletnie nieczytelnymi. W przeszłości nawet Zoltun nie był zadowolony z efektów swojej pracy, porzucił więc jego dalsze analizowanie na rzecz eksperymentów z Kamieniem Dusz. Teraz łącząc swoje siły z horadrimskim skrybami, poczynił pewne postępy. Rozszyfrowane fragmenty  przedstawiały legendę o toczących się od zarania dziejów zmaganiach światła i ciemności. O bitwie stoczonej na nieskończonych polach nicości przez ich awatarów. O zrodzonych w jej wyniku Najwyższych Złych – Mefisto, Baal, Diablo, Azmodan, Belial, Duriel i Andariel, oraz Aspektach Stworzenia – Odwadze, Mądrości, Sprawiedliwości, Losie i Nadziei. Bohaterowie nie kryli rozczarowania, tyle zachodu dla rewelacji na temat toczącej się bitwy dobra ze złem. Jęki zawodu i rzucane pod nosem przekleństwa, przerwał jeden z podekscytowanych skrybów. Trafił on na interesujący fragment, opisujący miejsce zwane Źródłem Stworzenia. Ta rewelacja nie wzbudziła wielkiego entuzjazmu, ale była to jedyna istotna wskazówka którą tu znaleziono. Być może tam znajdą się jakieś konkretne odpowiedzi.

Rozdział III: Wyzwanie Tyraela

To, gdzie znajduje się Źródło Stworzenia, pozostaje zagadką. W zwoju nie udało się znaleźć żadnych informacji na ten temat. Jedna tajemnica prowadziła do następnej i tak w kółko. Zdaniem Tyraela kolejne kroki powinny zostać skierowane w stronę Biblioteki Losu. Podobno Archanioł Inarius wyjątkowo interesował się pochodzeniem swego ludu. Zważywszy na to czego dokonał, zapewne udało mu się czegoś dowiedzieć. Nie można jednak od tak wejść do Wysokich Niebios. Nie po ostatnich wydarzeniach jakie się tam rozegrały. Pierw trzeba rozmówić się z Imperiusem, który nie pała do śmiertelników szczególną sympatią. Mimo nalegań ze strony Nefalemów, Tyrael nie chciał narażać Bohaterów na potencjalny gniew Imperiusa. Zamierzał sam stanąć przed Archaniołem Odwagi. Ich drogi na jakiś czas musiały się rozejść.
Nefalemowie nie siedzieli z założonymi rękami czekając na rozwój wypadków. Konfrontacja z siłami piekieł wydawała się nieunikniona. Poczęto stosowne przygotowania. Gromadzono zapasy i broń. Wzmacniano straże i umocnienia kluczowych miast, oraz fortów. Przede wszystkim jednak, dziesiątki posłów wyruszyło we wszystkie, najbardziej nawet egzotyczne zakątki krain. W desperackim akcie starali się pozyskać serca i umysły każdego będącego w stanie unieść miecz. W zamian za zasilenia sojuszu i wstąpienia do formowanej Armii Obrońców Sanktuarium, nie oferowali niczego poza ponurą nowiną o odrodzeniu Diablo i jego piekielnych braci, oraz wezwania do broni, gdy nadejdzie właściwy czas. Wobec potęgi Płonących Piekieł nie do przecenienia była każda dodatkowa para rąk i każda sztuka broni. To nie był zaciąg do kolejnej kampanii na pograniczu, walki o sławę czy bogactwa. Tutaj stawką była obrona życia i przyszłości świata, który przyszło im zamieszkiwać. Czy przetrwa w swej obecnej postaci, czy pogrąży się na wieki w cieniu Diablo? Już wkrótce Sanktuarium miało się o tym przekonać.

Rozdział IV: Sojusznicy

Płomienne mowy nefalemskich posłów, przykuły uwagę tłumów. Zewsząd ściągali nowi rekruci. Nawet tajemnicze plemiona z niedostępnych gór i dżungli odpowiedziały na wezwanie. Choć ich prymitywna broń nie wzbudzała respektu, przyjęto ich z otwartymi ramionami. Szczególnie doniosłą chwilą było przybycie do obozu mężnych Paladynów z Kurast i towarzyszącej im majestatycznej konnicy Krzyżowców. Niemal wszystkie królestwa, księstwa i klany wysłały swych wojowników. Łotrzyce z Kultu Niewidzącego Oka, władający nieumarłymi Kapłani Rathmy, bezlitosne Zabójczynie z Gildii Cienia, tajemniczy Druidzi oraz mityczni Wargowie przybyli tłumnie by walczyć za swoje prawo do życia. To bezprecedensowa chwila w historii Sanktuarium. Nigdy wcześniej nie zwołano Armii tak licznej i tak różnorodnej. O to czy sprawdzi się w walce wszyscy byli spokojni, ale czas pokaże czy to wiara we własne możliwości czy zbytnia pewność siebie. Pierwsza próba miała nadejść już niebawem.
Tyrael nie powrócił z Wysokich Niebios. Zaniepokojeni jego losem Bohaterowie ruszyli w kierunku Bramy Niebios. Kolejne grupy ochotników przynosiły ze sobą niepokojące wieści o demonicznych hordach wylewających się z krateru Arreat. Raporty mówiły o wielu spalonych osadach. Setki uciekały ze swoich domostw. Ci którzy stawiali opór ginęli, resztę deprawowano poddając mrocznym obrzędom. Piekielne sługi intensywnie przeczesywały Sanktuarium zapuszczając się coraz Bliżej Travincalu, Kaldeum i Lut Gholein. Dwa dni Drogi od Niebiańskiej Bramy Archanioł Nadziei Auriel przekazała Bohaterom zatrważające wiadomości na temat sytuacji w Wysokim Niebie.

AKT II - NA ROZDROŻU

Wszechobecny żal i złości wypaczyły umysły wielu, w tym Archanioła Imperiusa, szczególnie dotkniętego zdewastowaniem Niebios. Porażka z Najwyższym Złem także odcisnęła na nim swoje piętno. Jego duma nie mogła znieść potęgi jaką odkryli w sobie Nefalemowie. Świadomości, że gdy tylko zechcą mogą zagrozić egzystencji Niebios doprowadziła Imperiusa do paranoi. Historia pokazała, że ludzie bywali podatni na demoniczne wpływy a tego Imperius zlekceważyć nie mógł. Aniołowie spierali się między sobą o to, jaką rolę przyjdzie im odegrać w najbliższej przyszłości. Pochłonięty obsesją na punkcie Nefalemów i żądzą odwetu za upokorzenia jakich doznał w walce z Diablo – Imperius dążył do ostatecznego rozprawienia się z Ludźmi, których moc mogła zostać wykorzystana przez Najwyższych Złych. Przechyliłoby to szalę zwycięstwa w nieuniknionym konflikcie na korzyść Płonących Piekieł. Auriel wyraziła sprzeciw wobec planów Imperiusa, natomiast Ithrael uznał racje obu stron i pozostał neutralny. Sympatycy ludzkiej sprawy będący jednak w zdecydowanej mniejszości, musieli ulec wobec potęgi i furii Imperiusa. Spór o przegraną sprawę nie był wart wszczynania wojny domowej. Cofnęli, więc swój sprzeciw a Archanioł Odwagi dostał wolną rękę w planowaniu ostatecznej rozprawy z krainą Śmiertelników.

13730509_1742984895944581_2076807351_o

Rozdział I: Czas Imperiusa

Armia Nefalemów na czele z pogromcami Maltaela stanęła u Bram Niebios. Na przeciw nim gromadziły się Niebiańskie Legiony. Z przeraźliwym hukiem z Nieba spadła złocista błyskawica – to Imperius gotowy poprowadzić swoje zastępy. Nie było miejsca na pertraktacje, obie armie sposobiły się do bitwy. W chwili gdy Archanioł Odwagi unosił swą włócznię, kierując w stronę Nefalemów, Auriel zastąpiła mu drogę. W rozpaczliwiej geście próbowała odwieść go od bitwy. Niewzruszony i pewny swego Archanioł odtrącił ją gwałtownym ruchem ręki, po czym z furią rozpoczął szarżę w kierunku Śmiertelników. Ludzie nie chcieli przelewać krwi, ani swej ani aniołów, z którymi nie raz stawali ramię w ramię przeciwko demon i ich panom. Przed szeregi Nefalemów wyszedł ich najwspanialszy wojownik. Bohater zdjął hełm ukazując swe oblicze. Oto przed Niebiańskim Legionem stanął sam pogromca Diablo. Zaniechaj! Krzyknął w stronę Imperiusa. Śmiesz rzucać mi wyzwanie?! Imperius zaśmiał się i ruszył w stronę swego adwersarza. Nefalem odrzucił tarcze, zaparł się prawą nogą, przyjmując pozycję do odparcia ataku. Czuł na plecach przyśpieszony oddech swych kompanów, pełen napięcia i poddenerwowania. Sam jednak wyglądał na opanowanego i pełnego skupienia. Gdy Imperius był już zaledwie kilka metrów od niego, wydobył swój miecz  i w ostatnim momencie uniósł nad głowę. Imperius z impetem wpadł na Nefalema. Towarzyszył temu potężny ryk, grzmot i oślepiający błysk. Gdy powstała w wyniki starcia poświata nikła, oczom wszystkich ukazał się zdumiewający i nieprawdopodobny wręcz obraz – Nefalem nie tylko sparował atak Imperiusa, zdołał też wyprowadzić błyskawiczny kontratak, przebijając zbroję Archanioła. Wiadomym było, że przy odrobinie większej sile, miecz Bohatera bez trudu przeszył by jego anielskie ciało. Imperius znalazł się na łasce Nefalemów. Nie znający zamiarów śmiertelników, Auriel interweniowała prosząc o łaskę, która została okazana.

Rozdział II: Arkana tajemnej wiedzy

Po przegranym pojedynku przez swego wodza, Niebiańskie Legiony złożyły swój oręż na ręce Auriel, która przejęła przewodnictwo w Radzie Angiris. Pobitego i upokorzonego Imperiusa zamknięto w tej samej celi w której więził Tyraela. Archiwa Biblioteki Losu stanęły otworem przed Bohaterami. Inarius faktycznie odkrył położenie Źródła Nadziei, które po tym odwiedził. Niestety następne strony z jego dziennika zostały wyrwane. Nie wiadomo co czeka tam na Bohaterów, ale jasnym jest, że to kolejny etap ich podróży. Tyrael wyjaśnił Auriel znaczenie misji i jak ważne dla całego Stworzenia jest jej powodzenie. Pani Nadziei zgodziła się dołączyć do Nefalemów, a wraz z nią oddani jej aniołowie.  A Imperius, upadły Aspekt Odwagi? Jego los z pewnością nie został jeszcze wypełniony.

Rozdział III: Równowaga

Mityczna postać – Awatar Stworzenia, spotkana przy Źródle Stworzenia, rzuciła nowe światło na toczący się konflikt. Stworzenie powołało do życia Anu łączącego w sobie pierwiastek dobra i zła. Po mileniach samotnego przemierzania bezkresnych pustkowi, dręczony wiecznym niespokojem Anu wydobył z siebie całą esencję zła, dając życie Tathametowi – pierwszemu Najwyższemu Złu. W początkach swej koegzystencji istnieli w zgodzie, a Stworzenie cieszyło się równowagą. W końcu rozgorzała między nimi wojna, trwająca po dziś dzień. Wojna którą toczyli Ojcowie, następnie Dzieci a teraz toczą ich potomkowie. Choć posiadał moc kreacji i zniszczenia, Awatar nie zdecydował się na jej użycie, gdyż zarówno Demony jak i Anioły byli jego dziećmi. Miłość do nich powstrzymywała go przed interwencją. Przez eony obserwował więc z troską jak przez świat przetaczają się kolejne fale Wiecznego Konfliktu. W końcu wbrew sobie zdecydował się na ruch – wlał cząstkę swej bezgranicznej miłości w obie zwaśnione strony. Efektem tego stał się związek Inariusa z Lilith. Ich potomstwo łączyło w sobie obie magiczne esencje Anu i Tethameta, a świat który dla nich stworzono mogli zamieszkiwać w pokoju z dala od zgiełku pól bitewnych niekończącej się wojny. Taki obrót spraw niezmiernie zadowolił Awatara Stworzenia, to co nie udało się Anu, stało się w sercach Nefalemów – harmonia między dobrem i złem, między mrokiem a ciemnością, między demonami i aniołami. Teraz jednak, ukochana przez Stworzenie równowaga mogła zostać zburzona. Najwyżsi Źli zaplanowali wskrzeszenie swego twórcy – Tathameta. Aby ocalić świat, Awatar Stworzenia postawił przed Nefalemami dwa zadania. Nie dopuścić do sprowadzenia Tathameta oraz zabezpieczyć Sanktuarium przed demonicznymi wpływami.

AKT III - KREW I MROK

Lilith i Inarius. Pragnienie pokoju i chęć zakończenia Wiecznego Konfliktu tej wyjątkowej pary mogły zaprowadzić równowagę w Stworzeniu. Owocem ich miłości było pierwsze pokolenie Nefalemów łączące w sobie demoniczne i anielskie esencje rodziców, ich domem zaś Sanktuarium. Cena jaką przyszło im za to zapłacić okazała się bardzo wysoka – Inariusa wydano Piekłom. Pozbawiony skrzydeł i obdarty z anielskiej czci cierpi nieskończone męki z rąk sług Mefista. Lilith wygnana do Otchłani przemierza jej nieskończone połacie w oziębłym żalu i palącym gniewie. Straciwszy ukochanego, oraz kontrolę nad swymi dziećmi, na przemian kocha i nienawidzi wszystkiego co ją otacza. Czy plan zakończenia wiecznego konfliktu nadal tli się w ich umysłach? Czy twórcy Sanktuarium mogą pomóc w jego uratowaniu? Najlepiej będzie ich o to zapytać…  
Tymczasem w Płonących Piekłach trwają ostatnie przygotowania do inwazji na Sanktuarium. Wierne sługi piekielnych władców wylewają się z Krateru Arreat i Rzeki Płomieni. Spaczeni śmiertelnicy gromadzą się w splugawionych miejscach kultu swych władców.  Mrok ogarnia miejsca heroicznych bitew ze sługami Mrocznej Trójcy – Katedra w Tristram, Klasztor Sióstr Niewidzącego Oka, Luth Golein, Travincal i Kaldeum. Zewsząd spływają plotki o tajemniczych postaciach prowadzących demoniczne hordy, do złudzenia przypominających te znane i wspominane z nostalgią w kronikach. Czy to możliwe, że Krwawa Orlica, Mroczny Wędrowiec, Demonologa i Rady Zakarum znowu stąpają po Sanktuarium? Obecność Lei zdaję się to potwierdzać. Wojna przestała być złowrogą wróżbą przyszłości. Woja rozgrywa się tu i teraz…

13709452_1741354949440909_191129293_o

Rozdział I: Pożoga

W szeregach Śmiertelników wrze. Ich Ojczyzny stały się celem brutalnych i krwawych ataków sług Mrocznej Trójcy. Agenci Diablo donieśli mu o planach Bohaterów. Ten postanowił osłabić ich armię wymierzając serię ataków w newralgiczne dlań miejsca. Nikt przecież nie pozostanie bierny, gdy jego dom płonie a rodzina jest mordowana. Na domiar złego, spory kontyngent demonicznych armii prowadzony przez Izuala opanował pola bitewne wieczności i wyparł Anielskie oddziały z Fortecy Pandemonium. Droga do Bramy Niebios stanęła otworem, a te rychło upadną pozbawione sporej części obrońców.

Rozdział II: Na ratunek!

Koalicja rozpadła się a jej armie zostały podzielone. Auriel, poprowadził anioły z częścią paladynów i krzyżowców do Wysokich Niebios ratować to czego nie splugawiły jeszcze demoniczne hordy. Siostry Zakonu Niewidzącego Oka przy wsparci mnichów pośpieszyły do Khanduras. Magowie i Horadrimówie odpowiedzieli na wezwanie pomocy z Luth Golein. Druidzi i Wargowie podążyli śladem neutralnych jeszcze plemion kozłoludów i lacuni w nadziei, że uda im się uratować zdziesiątkowane populacje tych stworzeń i być może przyłączyć do Armii Sanktuarium. Tyrael poprowadził resztę w tym szamanów Umbaru, barbarzyńców z Harogath, Łowców demonów oraz Nekromantów. Pora wyrwać Inariusa ze szponów Mefista. Piekielne Legiony wymaszerowały, zostawiając Płonące Piekła praktycznie niebronione. To doskonałą szansa aby uderzyć. Do boju!

Rozdział III: Inaurus & Lilith

Kampania w Piekle okazała się błyskotliwym i błyskawicznym zwycięstwem. Nieliczne i zaskoczone demony walczyły zaciekle, lecz zostały pokonane. W bitwie padli dwaj demoniczni czempioni – Hefasto z ręki Tyraela oraz Rzeźnik pokonany przez przybyłego tuż przed bitwą Archanioła Hadriela. To poważny cios, który zapewne odbije się szerokim echem wśród demonicznej hordy. Nie obyło się jednak bez strat – Archanioł Hadriel odniósł śmiertelne rany w pojedynku z Rzeźnikiem. Umierając w ramionach swego przyjaciela Tyraela, wyraził swój podziw wobec Nefalemów i życzył szczęścia w misji uratowania Sanktuarium. Widok okaleczonego Inariusa wstrząsnął zebranymi w okół niego ludźmi. Tyrael szybko zarzucił na niego swoją pelerynę i czule objął. Inarius zalał się łzami, cała jego duma i potęga uleciała przez wszystkie te lata tortur i upokorzenia… Po krótkiej chwili podniósł wzroku ku otaczającemu go tłumowi, w jego pustych oczach nie było złości czy żalu, lecz troska o losy świata, który stworzył. Inarius błyskawicznie bowiem rozszyfrował intencje zebranych tu ludzi, oraz powód dla którego zwrócili mu wolność. Przed wymarszem archanioł zawrócił w stronę truchła Hefasto. Ukląkł przy nim i odprawił jakiś dziwny rytuał przy pomocy run wyrytych na ciele powalonego demona. Zwieńczeniem inkantacji była ciemnoniebieska kula, niewiele większa od jaja, wyłaniająca się z ciała, którą Inarius pochwycił i pochłonął. W drodze powrotnej okaleczony anioł opowiedział swoją historię oraz o tym co robił przy Hefasto i dlaczego. 

Zanim zwycięska armia na dobre opuściła piekielne czeluście, udała się na skraj Otchłani, gdzie Inarius zerwał zaklęcia wiążące Lilith w tym przeklętym miejscu i wezwał aby stanęła przed jego obliczem. Z mroku, otulona krwisto-czerwoną mgiełką wyłoniła się postać zniewalająco pięknej kobiety. Mimo oczywistych demonicznych cech, swym widokiem wzbudzała grzeszne pożądanie w większości patrzących na nią oczu. Jedynie Inarius i Tyrael zachowali powściągliwość. Nie minęło wiele czasu zanim Lilith rozpoznała w zakapturzonej postaci swego dawnego kochanka. Demonica padła mu do stóp i zaczęła przeklinać Mefista. Najwyraźniej nie zdawała sobie sprawy z okrutnego losu jaki go spotkał. Furia z jaką poczęła wykrzykiwać imię swego ojca poruszyła ziemię pod stopami wpatrzonych w nią ludzi. Inarius wyciągnął dłoń ku jej twarzy i uniósł podbródek po czym powiedział – Wiem, że kochasz swe dzieci tak jak ja kocham świat, który im stworzyliśmy. Wiem, że nie cofniesz się przed niczym aby zapewnić im przetrwanie, tak jak i ja nie cofnąłem się przed niczym, aby zapewnić przetrwanie Sanktuarium. Pytam zatem, czy w tej czarnej godzinie staniesz o to do walki, tak jak i ja staję? Lilith wstała i wyszeptała coś do Inariusa po czym skierowała się w stronę śmiertelników i powiedziała – Tak.

Rozdział IV: Nadzieja

Inarius wyjawił, że ongiś Sanktuarium znajdowało się pod opieką potężnej istoty zwanej Trag’Oulem. Niestety wraz ze zniszczeniem Kamienia Świata, zniknęła również materialna inkarnacja strażnika, pozostawiając po sobie jedynie kilka magicznych przedmiotów. To właśnie te artefakty pozwolą istocie, która je posiądzie stać się nową inkarnacją Strażnika Sanktuarium. Niestety demony również znają moc tych artefaktów i tak samo pragną ją pozyskać, aby zdeprawować i ostatecznie unicestwić złożoną w nich esencję Strażnika. Zniszczyło by to balans między światłością i mrokiem, oddając świat w panowanie zła. Aby uchronić Sanktuarium przed tym ponurym losem nie można odpuścić, aby artefakty zwane źródłami mocy zostały odnalezione przez Najwyższych Złych. Trzeba również zabezpieczyć Sanktuarium przed mroczną ingerencją Piekła. W tym celu Kamień Świata musi zostać odtworzony. Nie będzie to jednak proste zadanie. Nowy Kamień musi połączyć w sobie esencję wszystkich pierwotnych istot zamieszkujących stworzenie, aby stworzyć skuteczną barierę ochroną i raz na zawsze położyć kres ich ingerencji w świat śmiertelników. Istoty te to Baal, Diablo, Mefisto, Belial, Azmoda, Andariel i Duriel – reprezentujący domenę zła, oraz jeden z członków Rady Angiris reprezentujący domenę dobra. Esencję te można pozyskać jedynie od istot, wystawionych na demoniczne wpływy i zdeprawowane przez Władców Piekieł. Dlatego Inarius odprawił rytuał przy zwłokach Hefasto, upadłego anioła wypaczonego przez Mefisto. Ale co z esencją od Rady Angiris? I jaką rolę w tym wszystkim przyjdzie odegrać Lilith?

fabuła diablo 4

AKT IV - OSTATECZNA ROZGRYWKA

Odsiecz Auriel przybyła w krytycznym momencie. Pani nadziei odwróciła losy bitwy o Niebiosa. W ocalałe jeszcze anioły wstąpił nowy duch. Ogarnięte niemal piekielną furią, rozrywając na strzępy kolejne szeregi demonów torowały sobie drogę ku Izualowi. Pokonanie wodza hordy, mogło złamać jej wolę walki. Nie byli to jednak równi dla niego przeciwnicy. Izual z łatwością odpierał kolejne ataki, aż w końcu stanął twarzą w twarz z Auriel. Po heroicznej acz nierównej walce, Izual sposobił się do zadania ostatecznego ciosu, gdy jego rękę chwyciła stojąca za nim majestatyczna postać – to Imperius, uwolniony ze swego wiezienia przez Ithraela. Archanioł Odwagi raz jeszcze udowodnił, że jest najwspanialszym wojownikiem Stworzenia. Wymierzając Izualowi cios w twarz powalił bestię na ziemię, po czym przebił jego spaczone serce swą niebiańską włócznią szybko kończąc walkę. Nie było jednak okrzyków tryumfu. Zapanowała przenikliwa cisza. Tak zajadłej i krwawej bitwy Niebiosa nie widziały nawet gdy plugawiło je Najwyższe Zło. Strzaskane tarcze, przełamane miecze i tysiące martwych ciał demonów, aniołów i ludzi to teraz nieodłączny Krajobraz Wysokiego Nieba. Ale bitwa została wygrana a Niebiosa ocalone. Imperius wyciągnął dłoń ku oszołomionej Auriel i pomógł jej stanąć na nogi. W tym momencie zdziesiątkowana choć zwycięska i dumna armia zaczęła wiwatować, skandując imię Archanioła Odwagi. Imperius spostrzegłszy w jej szeregach paladynów i krzyżowców, oddał im cześć i poprzysiągł, że nie spocznie póki demony nie zostaną przepędzone z Sanktuarium. Po wsze czasy pozostanie też dłużny obrońcom swego domu – śmiertelnikom.

Wieści z Sanktuarium przedstawiały się dwojako. Misja Druidów okazała się sukcesem, a lacuni i kozłoludu zasiliły armię Sanktuarium. Pozostałe wiadomości nie były już tak optymistyczne. Mury Twierdzy Bastionu uległy pod naporem przerażających bestii oblężniczych, a wojska Zachodniej Marchii zostały pobite i rozgromione. Ukryte tam źródło mocy wpadło w ręce Piekieł. Na wschodzie hordy Demonologa opanowały Lut Golein, a jego mieszkańcy musieli ratować się ucieczką przed straszliwym Tal Rashą. Wybawieniem stały się kupieckie statki Jehryna, które czekały do ostatniej chwili aż wszyscy znajdą na nich schronienie. Tylko dzięki heroicznej postawie Magów i Horadrimów, straty wśród ludności były minimalne, lecz wielu przypłaciło to własnym życiem. Śmierć poniósł także Drogan, który w raz ze swoimi uczniami sprawował pieczę nad kolejnym źródłem mocy. Kampania w Khanduras to również pasmo klęski i niepowodzeń. Pierw Szalony Król, zrównał z ziemią Nowe Tristram. Następnie armie prowadzone przez Mrocznego Wędrowca i Krwawą Orlice rozbiły w polu oddziały Sanktuarium. Teraz zdziesiątkowane wyczekują odsieczy w oblężonym Klasztorze Sióstr. Siły Nefalemów topniały z godziny na godzinę a niezliczone zastępy demonów mimo porażki w Niebiosach i Płonących Piekłach wydawały się silniejsze niż kiedykolwiek. Do tego nikt nie widział gdzie przebywają Najwyżsi Źli i ile czasu zostało do przywołania Tathameta.

Rozdział I: Punkt zwrotny

Nowo utworzona Rada Sanktuarium zrzeszająca przedstawicieli wszystkich królestw, klanów, plemion i ras które uniknęły splugawienia, ogłosiła Zachodnią Marchię – Bezpieczną Przystanią. Po oblężeniu Kaldeum i opuszczeniu Kurast było to jedyne miejsce gdzie nie dotarła jeszcze wojenna pożoga. Polecono aby mieszkańcy Sanktuarium kierowali się na Zachód, a to co zostało z północnej i wschodniej flanki wojsk Zachodniej Marchii oraz żołnierze z Twierdzy Bastionu osłaniało ich pochód ku Przystani. Zwycięskie armie z kampanii w Piekle i Niebiosach koncentrowały się na pustyni Aranoch na południe od Lut Gholein. Wymagała tego tragiczna sytuacja tysięcy uciekinierów uwiezionych na Bliźniaczym Morzu, między przerażającym Tal Rashą na zachodzie i bezlitosną Radą Zakarum na wschodzie. Czasu na planowanie nie było zbyt wiele, ważył się bowiem los okrętów Jehryna. Po niespełna trzech dniach pośpiesznych przygotowań i przybyciu ostatnich oddziałów Sanktuarium, obie Armie zebrały się na przedpolach miasta zwanego ongiś klejnotem pustyni. Po jednej stronie czempion Baala Tal-Rasha wraz ze swymi hordami nieumarłych sług, oraz Demonolog i jego niezliczone zastępy żądnych krwi wypaczeńców z płonących piekieł. Na przeciw nim najznamienitsze zastępy Sanktuarium, wojownicy światła, bohaterscy Nefalemowi, Rada Angiris i złakniona zemsty demoniczna Lilith. Dysponując miażdżącą przewaga pewny swego Tal Rasha rzucił do frontalnego ataku wszystkie swoje siły. Hordy nieumarłych  ruszyły ku pozycjom Sanktuarium, lecz kolejne ich fale roztrzaskiwały się o tarcze zaprawionych w boju paladynów i krzyżowców.  Natarcie Tal-Rashy wkrótce straciło cały swój impet i jego armia zmieniła się w pełną kości i gnijącego mięsa bezładną masę. Próbując przełamać impas Demonolog osobiście poprowadził do ataku swe najgroźniejsze kreatury miażdzyczerepy i jeźdźców pustkowi. Nie zachwiany dotąd mur tarcz pękł, krwawe bestie na czele ze swym panem ruszyły przez wyłom w szeregach paladynów. W ten na ich drodze stanęła Lilith. Z niewyobrażalną furią i pasją rozrywała na strzępy kolejne bestie, pozwalając krzyżowcom na odbudowanie szyku. Demonolog zdawszy sobie sprawę, że nie ma szans w walce z córką Mefista, rozpłynął się w powietrzu gdy ta rzuciła w jego kierunku nienawistne spojrzenie. Gdy sytuacja została opanowana Imperius ze swą gwardią uderzył od strony morza odcinając Tal Rashy drogę do Lut Gholein. Sługa Baala rzucił do walki trzymane do tej pory w ukryciu swoje ostatnie rezerwy, ohydnych prastarych Strażników, wskrzeszających nieumarłych. Na ten właśnie moment czekali Tyrael i Bohaterowie, którzy pod osłoną nocy obeszli armię Tal Rashy od strony gór. Gdy tylko na polu bitwy pojawili się Strażnicy, ruszyli nań od tyłu z oddziałem Łowców Demonów i Nekromantów. Tal Rasha znalazł się między młotem a kowadłem. Jego hordy od przodu miażdżone nacierającym murem tarcz, od tyłu dziesiątkowane nieustającym gradem magicznych strzał, niknęły w oczach. Każda armia w tym momencie rzuciłaby się do panicznej ucieczki. Nieumarli to jednak bezmyślne sługi wykonujące tylko wolę swego pana, a ten nie zamierzał się poddawać.  Z oczywistych względów nie brano jeńców. Po dwugodzinnej rzezi pustynia usłana była niewyobrażalną ilością kości i rozkładających się w palącym słońcu ciał. Tal Rasha osaczony przez Nefalemów w ostatnim przebłysku swej pierwotnej natury – wielkiego i szlachetnego Mistrza Horadrimów, wyrwał z siebie bijące jeszcze serce i wskazał na Tyraela, po czym padł na ziemię a jego ciało uleciało na wietrze chwilę po tym jak zamieniło się w popiół. Demonolog uszedł z pola i zmierzał zapewne do Pana Grozy. Inarius odprawił przy szczątkach Tal Rashy ten sam rytuał co przy Hefasto po czym wydobył z nich duchową esencję złączył ją w sobie. Chociaż Lut Gholein zostało oswobodzone, ludzie nie mogli tu pozostać. Za morzem gromadziły się po stokroć potężniejsze siły mroku i było tylko kwestią czasu kiedy przekroczą Bliźniacze Morze. Rannych i za słabych na marsz załadowano na statki, które skierowano w stronę wysp Skovos, reszta pod osłoną armii rozpoczęła wędrówkę ku górom, w stronę Zachodniej Marchii. Pierw jednak musiała przemierzyć Khanduras i zakończyć oblężenie Klasztoru Sióstr Niewidzącego Oka, oraz zmierzyć się z kolejnymi czempionami chaosu – Krwawą Orlicą i Mrocznym Wędrowcem.

Rozdział II: Gniew i gorycz

Rozsierdzeni ostatnimi porażkami Najwyżsi Źli, nakazali niezwłoczną przeprawę przez Bliźniacze Morze i pochód ku Khanduras. Armie piekieł z Krateru Arreat również zmierzał w tamtą stronę. Gdy się połączą, stworzą największą siłę jaka kiedykolwiek przemierzała Stworzenie.

Katastrofa… Demonolog nie tyle uciekł z bitwy, co wykradł skrywane w Lut Gholein jedno ze źródeł mocy Trag’Oula. W raz z przechwyconymi źródłami w Twierdzy Bastionu, Travincalu i Kaldeum,  Piekielni Władcy są już o krok od wskrzeszenia Tathameta. Brakuje ostatniego elementu, ukrytego w podziemiach obleganego Klasztoru Sióstr Niewidzącego Oka.

Od wielu dni nie było żadnych wieści z Przełęczy. Czyżby Łotrzyce ugięły się pod naporem Krwawej Orlicy a ich siedziba wpadła w ręce demonów? W obozie Bohaterów zapanował niepokój, ale nadzieją była przy nich, dosłownie i w przenośni. Także Ithrael napawał optymizmem gdyż w dalszym ciągu, choć słabnącą, wyczuwał unoszącą się w Sanktuarium aurę mantry leczenia – duchową moc, czerpaną z samego źródła stworzenia, z której słynęli mnisi. Czas działał na niekorzyść Śmiertelników, a w powietrzu można było wyczuć lekką gorycz zepsucia.

Mimo nieprzerwanego marszu i morderczego wręcz wysiłku, Siły Sanktuarium zastały jedynie zgliszcza i niknące za horyzontem armie oprawców. Mury klasztoru zostały zdobyte, jego obrońcy wybici a źródło mocy zabrane przez mroczne sługi. Przerażający widok pobojowiska podłamał na duchu wielu odważnych wojów. To przedsmak tego co czeka Sanktuarium jeżeli Bohaterowie zawiodą. Zwłoki mężnych mnichów okaleczone i zbezczeszczone porozwlekano po dziedzińcu. Ciała Łotrzyc ukrzyżowano i podpalono. A to co zostało z zakonników nie przypominało nawet ludzkich szczątków. Taki los spotkał obrońców Klasztoru i taki też los gotowali Najwyżsi Źli całemu Stworzeniu. Cześć ich pamięci, lecz to nie pora na opłakiwanie męczenników, lecz na wymierzenie zemsty. Najwyższy czas zakończyć tę wojnę i położyć kres grozie!

Między Armią Sanktuarium z tysiącami uchodźców a Zachodnią Marchią znajdowało się Tristram, gdzie kierowały się wszystkie zastępu płonących piekieł, wliczając w to tę zza Bliźniaczego Morza. Wkrótce już i tak doświadczeni przez tę okrutną wojnę mieszkańcy krain mogli znaleźć się w potrzasku. Beznadziejną na pierwszy rzut oka sytuacją można było jednak wykorzystać. Zwiadowcy donieśli, że prowadzone przez Zakarumitów siły są dwa dni marszu od górskich przełęczy – jedynej drogi wiodącej z Pustyni Aranoch do Khanduras. Te zdradliwie górskie ścieżki znakomicie nadawały się miejsce do przeprowadzenia niespodziewanego ataku. Pierw jednak trzeba było zająć się Uchodźcami. Oddelegowano więc większą część paladynów aby osłaniały uciekinierów w drodze na południe ku Królewskiej Przystani. Tam dołączyć miała do nich flota Jehryna i brzegiem morza podążać w stronę Marchii. Choć szeregi ciężkozbrojnej piechoty znacznie się uszczupliły, to płytowe pancerze i potężne tarcze i tak na niewiele by się zdały w podjazdowej bitwie do której się sposobiono.

Rada Sanktuarium stanęła przed jeszcze jednym wyzwaniem. Do Tristram zmierzały również hordy z północy, je także trzeba było jeżeli nawet nie zatrzymać, to przynajmniej opóźnić. Skonsolidowanie się piekielnych armii było najgorszym z możliwych scenariuszy. Na korzyść ludzi przemawiał fakt, że to nie Najwyżsi Źli dowodzili swymi armiami. Ci całą swą uwagę skupili na przywołaniu Tathameta. Piekielne zastępy prowadzone były przez ich czempionów, którzy zaciekle rywalizowali ze sobą o względy Mrocznej Trójcy. Często popełniając przy tym taktyczne błędy, skrupulatnie wykorzystywane przez o wiele mniej liczne siły Sanktuarium. Jednym z tych błędów było niszczenie każdej ludzkiej osady, która stawała im na drodze. Chodź tragiczne w skutkach i łamiące ludzkie serca okazywało się to bezcenne, dając czas na przegrupowywanie wątłych sił i opracowywanie strategii. Mimo tego, demoniczna horda z północy przemieszczała się sprawniej niż bezładni ożywieńcy, czy pokraczne wynaturzenia z Zakarum. Koniecznym stało się spowolnienie jej postępów. Imperius ze swoim Legionem Światła podjął się tego krytycznego zadania. Będzie nękał czołówki oddziałów wroga, aż rozstrzygną się losy bitwy na przełęczy.

Plan był prosty ale bardzo ryzykowny. Zakładał rozmieszczenie łowców i magów na przełęczy w całej swej rozciągłości, tak aby ich strzały i magiczne pociski mogły dosięgnąć maszerujące poniżej armie, pozostawiają ich poza zasięgiem przeciwników. Przy zejściu z gór czekali druidzi z przybyłymi plemionami kozłoludów i lacuni. Ramię w ramię z nimi stali nieustraszeni barbarzyńcy. Otuchy dodawała im Auriel i Inarius. Na pustyni przy wejściu w góry, czekali ukryci nekromanci i szamani. Za pomocą swych nieumarłych przywołańców, potężnych golemów, zombie i zaklęć mieli blokować odwrót w stronę Aranoch. Im z kolei towarzyszyła bezlitosna Lilith i pozostający nieco w tle Ithrael. Tyrael z Nefalemskimi bohaterami miał w zgiełku bitwy zlokalizować i wyeliminować prowadzącą armie Radę Zakarum. Kluczowa role odegrać mieli również czarownicy. 

fabuła diablo 4

Rozdział III: Odwet

Kapłani Zakarum zatrzymali swe sługi przed przełęczą jak gdyby przeczuwali czekającą tam na nich pułapkę. Fiasko misternego planu wydawało się oczywistą konsekwencją, gdy zza skał wyłoniła się majestatyczna sylwetka wodza klany księżyca Tarabada Mądrego. Potężny kozłolud ryknął przeraźliwie po czym cisnął swą włócznia w jednego z kapłanów Zakarum, przebijając jego splugawione serce. Toorc Lodowa Pieść padł martwy – bitwa została rozpoczęta. Wbrew swej dzikiej naturze Tarabad odwrócił się i począł uciekać, wciągając w wąwóz rozjuszoną armię Zakarum. Po kilkunasty kilometrach szaleńczego pościgu ostatnie zastępy pogrążyły się w górskich mrokach. Przyszła pora na czarowników, którzy wybuchami mocy wywołali potężne lawiny, grzebiąc pod zwałami błota, śniegu i kamieni tysiące mrocznych sług. Tych którzy cudem przetrwali lawiny, przywitał grad strzał łowców i ogniste pociski magów. Ostrzał był celny i zabójczy. Kręgosłup bestii został przetrącony ale bitwa trwała. Część wrogów uszła i zawróciła w stronę pustyni na spotkanie swej zguby. Wpadli tam na kroczącą, gryzącą, powykręcaną masę kości i kawałków mięsa. Zapora nekromantów okazałą się nie do sforsowania, a maruderów wymiatała Lilith i fetysze szamanów. Rada Zakarum na czele tego co zostało z ich armii, ruszyli ku wyjściu z przełęczy. Pierwszą rzeczą jaką ujrzeli po wyjściu z wąwozu nie były równiny Khanduras lecz spektakularna i niszczycielska dzika szarża barbarzyńców. Szyk Zakarumitów został przełamany a w ich szeregach zapanował chaos. Na tę bezładną masę żelaza i mięśni rzuciły się dziesiątki lacuni i kozłoludów, żądne rewanżu za wypaczenie swych krewniaków. Bitewny szał ogarnął walczące strony. Nefalemowie torowali sobie drogę ku kapłanom, kładąc wielu potężnych przeciwników. W zgiełku bitwy Tarabad pokonał kolejnego kapłana – Ismaila, łamiąc go w pół, lecz sam padł ofiarą ognistej błyskawicy Wyanda Pustoszyciela. Kolejni kapłani ginęli z rąk Nefalemów, a żywot ostatniego zakończył El druin. Armia wschodu została unicestwiona, a Inarius wydobył kolejną esencję – tym razem Mefista. Nie było sensu ścigać niedobitków. Jedynie Lilith ruszyła w pogoń, nie mogąc sobie darować tych kliku rozszarpanych ciał i oderwanych kończyn… Po kilku godzinach wróciła umorusana we krwi, chichocząc pod nosem i podrzucają głową jakiegoś nieszczęśnika. Nikt w obozie nie miał jej tego za złe, szczerze nienawidziła swego ojca i każdej jego sługi. Krocie odniosło rany, choć ofiar śmiertelnych było stosunkowo niewiele. Dotkliwe straty poniósł jedynie klan nocy, tracąc swego wielkiego przywódcę. Kronikarze odnotują jego heroiczne czyny i mimo, iż był kozłoludem dostąpi chwały i szacunku prawdziwego Nefalema. Auriel została by zająć się rannymi, jej dotyk miał niemal uzdrawiającą moc i potrafił postawić na nogi nawet ciężko rannego męża.

Mimo swych wysiłków Imperius nie zdołał zatrzymać armii z północy. Opóźnił jednak jej pochód i teraz po pokonaniu Zakarumitów, dołączył do głównych sił Sanktuarium zmierzających ku Tristram.

Rozdział IV: Ostatnia bitwa

Tristram… To tu ludzie popadali w demoniczny obłęd. To tu zewsząd ściągały piekielne sługi. To w końcu tutaj znajduje się ukryte wejście do Płonących Piekieł. Tristram – miejsce ostatniej bitwy między Anu i Tathametem, narodzin Najwyższych Złych i rasy demonów. Miejsce gdzie zakończyć miał się Wieczny Konflikt, w ten czy inny sposób.

Więź łącząca duszę Lei z Diablo, dała jej wgląd w plany mrocznego przywołania. Najwyżsi Źli głęboko pod katakumbami katedry w Tristram, w miejscu gdzie Sanktuarium łączy się z Płonącymi Piekłami, napełniali swą plugawą krwią ohydną kadź zwaną Domeną Zła. Gdy kadź zostanie wypełniona, zanurzone w niej relikwie Trag’Oula zogniskują całą demoniczną esencję Stworzenia w jednym punkcie, dając początek kolejnej inkarnacji Tathameta. Niestety między Bohaterami, a Najwyższymi Złymi znajdzie się każda demoniczna poczwara i spaczeniec, którego nie przebiły jeszcze ich miecze. Wśród sług mrocznych panów, zostało ponadto wielu potężnych przeciwników w tym Wielka Trójca, która zgładziła Diablo ponad dwadzieścia lat temu. W obozie obrońców Sanktuarium dyskutowano o strategii. W końcu zdecydowano się na masowe natarcie mające związać siły nieprzyjaciela, umożliwiając tym samym przeniknięcie niewielkiego oddziału w podziemia pod katedrą, w nadziei na powstrzymanie rytuału. Spodziewano się, że przerwanie rytuału, oraz neutralizacja Najwyższych Złych, złamie wolę demonicznych hord. Wierzono, że pozbawione trzymających je za gardła panów demony rozpierzchną się we wszystkich kierunkach. Dowodzenie głównymi siłami powierzono Imperiusowi. Jego postawa w dotychczasowej kampanii zyskała mu sympatie i bezgraniczne oddanie tak aniołów jak i ludzie, którzy bez wahania pójdą za nim choćby i na spotkanie śmierci. Mimo sugestii Rady, Lilith nie chce wspomóc oddziałów w bitwie. Jej niewyrównane rachunki z Mefisto, zaprowadzić ją mogą tylko w jedno miejsce. Wyruszy zatem w głąb katakumb a towarzyszyć jej będą Tyrael, oraz najlepsi spośród Nefalemskich Bohaterów. Ostatnie chwile przed bitwą wypełniają kupienie i medytacja. Krzyżowcy recytują kanony wiary, paladyni wznoszą modlitwy do świętego patrona, aby otoczył ich swą aurą. Barbarzyńcy okrzykami zagrzewają wszystkich do walki, a magowie inkantują ochronne zaklęcia. Z obozu demonów dochodził dudniący dźwięk wojennych bębnów, oni również szykowali się do bitwy. Imperius zadął w złoty róg rozpoczynając bitwę bitew. Obie armie z impetem ruszyły na siebie, wzbijając w powietrze tumany kurzu i pyłu. Gdy pierwsze linie nacierających ku sobie wojsk zaczęły na siebie wpadać, równiny Khanduras przeszył ogłuszający dźwięk pękającego metalu i trzaskających kości. Przedpola Tristram zmieniły się w bezwładne morze ciał i stali. Zdawało się, że nikt nie panuje nad tą przewalającą się to w jedną to w drugą stronę masą. Orgia śmierci i zniszczenia opanowała obie walczące strony a towarzyszące im okrucieństwo nie miało sobie równych w całej historii tej nieszczęsnej krainy. Wykorzystując amok w jaki wpadła demoniczna armia, Bohaterowie przeniknęli w pobliże wejścia do katedralnych katakumb. Czekała tam na nich Krwawa Orlica, która zaznaczyła swoją obecność strzałą przebijającą pierś Lilith. Lilith z grymasem bólu na twarzy wskazała Bohaterom wejście do Katakumb, mieli kontynuować misję. Wyrwawszy z piersi strzałę, ruszyła w kierunku Moreiny, wówczas kolejna przeszyła jej ciało. Córka Mefista nie zwolniła kroku, lecz z koleją strzałą Orlicy opuścił ją wigor i pewność siebie. Przeczuwała, że zbliża się koniec. O dziwo nie towarzyszył jej strach przed śmiercią, tylko złość, że nie dopełni swej zemsty na ojcu oraz żal, że nie ma przy niej Inariusa. Krwawa Orlica napięła cięciwę gotowa przypieczętować los Lilith. W ten srebrna włócznia przeszywa Moreinę. Nie pojmowała tego co się stało, póki nie ujrzała zmierzającego ku niej Inariusa. Mszcząc się za Lilith, anioł wyrwał jej z piersi bijące jeszcze serce i cisnął na ziemię ku uciesze swej ukochanej. Skończywszy pochłaniać esencję Orlicy, zabrał Lilith i razem podążyli za Bohaterami. Drużyna torowała sobie drogę w głąb katakumb, pokonując wielu przeciwników w tym niesławnego Lazarusa i Demonologa, obaj padli z rąk niepokonanych Nefalemów, choć ten drugi ciężko ranił towarzyszącą grupie Eirenę. Gdy Bohaterzy szturmem wdarli się do komnaty przywołania, kadź po brzegi wypełniła już piekielna krew. Lilith wrzasnęła – Nie! Wyrwała stojącemu obok Nefalemskiemu Barbarzyńcy włócznię i cisnęła w stronę swego ojca. To przeszła przez niego niczym przez powietrze. Mefisto zaśmiał się diabolicznie po czym Domena Zła zawrzała a Najwyżsi Źli zostali do niej wessani – rytuał dobiegł końca. Bohaterowie spóźnili się i przyjdzie im teraz zmierzyć się z największym z koszmarów Stworzenia.

Tymczasem na powierzchni nieprzerwany potok demonicznych hord zdawał się nie mieć końca. Armia Sanktuarium stawała mężnie, lecz coraz bardziej uginała się pod naporem sług mroku. Bezlitosny Aidan u boku swego przerażającego ojca przełamali w końcu szyki będących dotychczas niczym skała paladynów. Cała linia obrony Sanktuarium oparta była na tych niezłomnych wojownikach, czy po jej przerwaniu czeka ich zguba? Linie obronne Armii Sanktuarium zostały złamane, jej wola pozostała jednak niezłomna.  Nie zważając na zmęczenie i rany mieszkańcy Sanktuarium rzucili się do desperackiej szarży. Nie mieli już nic do stracenia, za to wszystko do zyskania. W tej chwili to krew i stal decydowała o ich losie. Na niepokonanego dotychczas Leoryka w samobójczym szale rzucały się kolejne Lacuni, drapiąc i gryząc raz po raz atakowały czułe punkt potężnego czempiona, aż została z niego jedynie sterta połamanych kości.  Z równie wielką zajadłością walczyły kozłoludy i zmiennokształtni. Po wyczerpaniu zasobów energii szamani i nekromanci w otoczeniu swych przywołańców rzucili się do walki w ręcz. Czarownicy wykorzystali zaklęcia iluzji, do dezorientacji napastników, a krzyżowcy na swych bojowych rumakach szykowali się do ostatniej szarży tej wojny. Jedynie Imperius zdawał się nie odczuwać trudów bitwy, mimo, że odesłał już tysiące demonów prosto do płonących piekieł. Teraz jednak stanął przed godnym siebie przeciwnikiem – Aidanem. Ich pojedynek miał również wymiar symboliczny, mierzyli się ze sobą dowódcy obu armii. Jego wynik mógł być punktem zwrotnym tej bitwy.

Stukot kopyt szarżujących koni, ryczenie demonów, dudnienie bębnów, zgrzyt pękającej stali, okrzyki podrywające ludzi do walki – wszystko to w jednej chwili ucichło. Pole bitwy ogarnęła zwiastująca jakąś zgrozę ponura cisza. Nawet Aidna i Imperius wstrzymali swój oręż, nerwowo rozglądając się dokoła. Obie armie wpatrywały się teraz w swe pełne napięcia i zdezorientowane oblicza. Nagle ziemia zatrzęsła się i rozerwała pod ich stopami, pochłaniając dziesiątki nieświadomych zaistniałej sytuacji istnień. Oto rytuał został zakończony. Tathemet przebudził się, a walki rozgorzały z jeszcze większą zaciekłością. Wynurzające się z otchłani ohydne macki, siedmiogłowej bestii zaczęły pustoszyć pole bitwy. Przepełniona zepsuciem bezmyślna bestia niszczyła wszystko na swej drodze, demony, bestie, ludzi i aniołów. Jedna z macek zmiażdżyła Aidana, kończąc pojedynek, lecz poważnie ucierpiał również Imperius. W ślad za bestią z rozpadliny wydobyli się również Bohaterowie od razu atakując potwora. Ciosy Nefalemów bez trudu dochodziły celu. Jednak każda zadana rana natychmiast się zasklepiała. Tathamet czerpał swą moc z dziesiątek tysięcy demonów, żywych i martwych którymi usłane było pole bitwy. Demoniczny pomiot rozumiejąc jaki los czeka ich w obliczu Tathameta rzucił się do panicznej ucieczki. Obrońcy Sanktuarium wszystkimi swoimi siłami mierzyli się z nienawistną kreaturą bez nadziei na zwycięstwo. Nawet Nefalemowie padali ranni lub zabici.

Wykorzystując chwile nieuwagi bestii gdy ta chciała dobić rannego Imperiusa, Lilith rzuciła się na jedną z jej głów i swymi ostrymi szponami poczęła rozpruwać jej gardło. Potwór zawył i zaczął nerwowo opędzać się swoimi mackami, próbując w ten sposób zrzucić Lilith. Tyrael wykorzystał sytuację i wbił swój miecz w korpus Tathameta. Z piersi bestii trysnęła czarna jucha. Rozjuszona odtrąciła Tyraela, który padł nieprzytomny kilka metrów dalej. Gdy Lilith sposobiła się do podcięcia drugiej głowy, bestia pochwyciła ją w żelaznym uścisku niemal wyduszając z niej życie, po czym cisnęła w ziemie jej bezwładnym ciałem. W tym momencie większość Bohaterów leżała już martwa bądź nieprzytomna a Armia Sanktuarium przestawała istnieć. W ten stało się coś nieoczekiwanego – z nieba zstąpiła ogromna, świetlista dłoń i tchnęła palcem czołgającego się pod nią Imperiusa. Ten mimo swych śmiertelnych ran wstał i rzucił się w kierunku bestii, dzierżąc grot swej włóczni. Mierzył w miejsce gdzie El’druin przebił ciało demona, odsłaniając źródło całego zła i zepsucia. Było to tak nieoczekiwane, że Tathamet nie zdążył zareagować. Imperius z impetem przedbił plugawe serce bestii. Ryk demona odbił się echem w całym Sanktuarium po czy oślepiający błysk i gigantyczna eksplozja powaliła wszystkich na ziemię…

13694236_1743010605942010_1397749187_o

EPILOG

Heroiczny czyn Imperiusa uratował Stworzenie przed niechybną zgubą. Chodź w potężnym wybuchu jego anielska esencja uległa zniszczeniu wraz z Tathametem, srebrzysta poświata przez chwilę unosiła się nad Sanktuarium. Spekulowano, że to sam Imperius otoczył opieką ich krainę. Czyn Archanioła Odwagi i pamięć o nim przetrwają po wieku, a dalsze losy Śmiertelników i ich ojczyzny staną się jego spuścizną. Cena za wolność i prawo do życia jaką zapłacili mieszkańcy Sanktuarium była ogromna. Zginęły tysiące, wiele więcej odniosło rany. Spłonęły miasta, upadły fortece.. Jednak Tathamet i Najwyżsi Źli zostali unicestwieni, demoniczne hordy rozgromione i odesłane do piekieł, a zbrukane dusze Aidana i reszty śmiertelnych czempionów uwolnienie spod mrocznych wpływów. Stworzenie doczekało się finału Wiecznego Konfliktu.

Będąc ongiś związanym z Kamieniem Świata, Inarius mógł go odtworzyć. Nowy Kamień Świata musiał jednak związać nie tylko miłość Inariusa do stworzonego przez siebie Sanktuarium, lecz również miłość Lilith do jego mieszkańców. Wtedy i tylko wtedy, wypełni się wolu Anu, przerywając ostatecznie cykl chaosu i zniszczenia. Nefalemowie odnaleźli poranioną Lilith, po chwili zjawił się też Inarius. Z jej poszarpanego ciała, sączyły się stróżki krwi i z każdą sekundą ulatywało z niej życie. Inarius stanął przed okaleczoną Lilith, wyciągając ku niej dłoń. W tej jednej, wyjątkowej chwili Lilith wyzbyła się całego gniewu i nienawiści pozostawiając jedynie żal o to co poróżniło ją w przeszłości z ukochanym, oraz troskę o losy Nefalemów. Unosząc głowę, załamany głosem zapytała o to co się teraz stanie. Inarius odpowiedział – to co było nam przeznaczone. A co się stanie z nimi? – dopytała. Od dziś sami będą decydować o swoim losie, czas pokaże – odrzekł. Nie żałuję niczego, poza jednym – wybaczysz mi?  Inarius skinął głową, objął Lilith i pomógł stanąć na nogi. Para stała przez chwilę złączona w stalowym uścisku jakby obawiając się, że coś znowu może ich rozłączyć. Lilith wydała ostatnie tchnienie w objęciach Inariusa. Gdy ten składał na jej ustach pożegnalny pocałunek, stop światłą objął parę, scalając oboje w jeden migoczący byt. Gdy po światłość ustąpiła, oczom zebranych w okół ukazało się srebrzyste drzewo, które nazwali – Drzewem Życia. Anu pobłogosławił Inariusa i Lilith, którzy stali się jednością, tworząc nowy „Kamień Świata”. Ich miłość miała trwać, jak trwać będzie Sanktuarium – po wsze czasy. Tak zakończyła się historia nieszczęśliwych kochanków, ojca i matki Sanktuarium i wszystkich istot je zamieszkujących.

Ostatnim dekretem Rady Sanktuarium było uczynienie Tyraela powiernikiem Źródeł Mocy Trag’Oula. Mimo, że Anu zaoferował mu anielskie skrzydła, zdecydował się dokonać żywotu jako śmiertelnik.

Nefalemscy Bohaterowi, wrócili w swe rodzinne strony. Stroniąc od laur i zaszczytów wiedli spokojne i beztroskie życie do końca swych dni.

Chodź z demoniczną pożogą walczyło niemal całe Sanktuarium to Zakon Paladynów okrzyknięto Strażnikami Sanktuarium. Na ich chorągwiach widniało Drzewo Życia, na ich tarczach patronka – Pani Poranka, jak nazwali Auriel, u której boku przelewali krew i której otucha pozwoliła wytrwać największą próbę.

Życie Caina, Lei, Aidana, Kulla i wielu, wielu innych trafiło na karty historii a ich dusze zaznały upragnionego spokoju.

A co się tyczy Najwyższych Złych? Czy zginęli, czy trafili z powrotem do piekła… Tego nikt do końca nie wie. Jedno jest pewne – złączone w Kamieniu Świata esencje piekieł i niebios, sprawiły, że żaden demon ani anioł nie może już wkroczyć do Sanktuarium. Póki Drzewo Życia będzie trwało, póty jego mieszkańcy mogą spać spokojnie.


Nefalemowie, to jest nasz pomysł na fabułę Diablo IV. Napracowaliśmy się, w związku z czym mamy gorącą prośbę. Dajcie nam koniecznie znać w komentarzach i na naszym fanpage’u co myślicie na temat naszej wizji kolejnej odsłony serii. Liczymy na to, że się Wam podoba! Gdybyście mieli jakieś fajne pomysły – piszcie!

Untitled

comments

Author anonim
Published